“Jak i po co dążyć do Miłości Bezwarukowej?” 

Fragment webinaru z Rami Bleckt

http://bleckt.com/publication/gifts/13616.html

Doświadczamy miłości w relacjach z rodzicami, z partnerami typu “mąż – żona” oraz w relacjach z naszymi dziećmi. Możemy doświadczyć miłości przede wszystkim w naszej rodzinie, wśród bliskich nam osób. 

W naszej cywilizacji dominuje guna namiętności (rajas) i relacje seksualne są gloryfikowane. Przez to częściowo zapomnieliśmy, czym jest miłość do dzieci. Dzieci pozostają istotami bardzo czystymi, i to właśnie obcując z nimi możemy zrozumieć, czym jest miłość bezwarunkowa. 

Mówiąc o miłości często od razu mamy na myśli relacje o podłożu seksualnym. Zdarza się też, że ktoś opowiada, jak bardzo kocha pieska, kotka lub inne domowe zwierzęta. Jednak taka miłość do zwierząt często nie powstrzymuje jego właściciela przed zabiciem krowy albo kury. Ze spokojem może odciąć jej głowę i smażyć mięso, mimo, że nie zostaliśmy stworzeni przez naturę jako drapieżniki i nikt z nas nie jest w stanie podejść do krowy i przegryźć jej gardło.

Powróćmy jednak do odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób możemy odczuć Miłość Bezwarunkową. Po pierwsze, możemy przybliżyć się do niej z pomocą kontaktu z dziećmi. Jeśli już jesteście dorośli i macie ponad dwadzieścia lat, to czas najwyższy na to, aby się uczyć, czym jest rzeczywista miłość do dzieci (…).  Gdy obcujemy z dziećmi otrzymujemy ogromną dawkę energii życiowej. W dawnych czasach, na obszarze cywilizacji wedyjskiej, posiadanie 8 -10 dzieci nie było zjawiskiem nadzwyczajnym. Rodziny były duże, co wymagało dużo miłości. Dzieci – które nie zostały zepsute przez seksualne energie obecne w naszym społeczeństwie –  są bardzo czyste i mają dużo twórczych zainteresowań i pomysłów. Czasami dziecko może powiedzieć coś tak mądrego, co rzadko przyjdzie na myśl osobie dorosłej. (…)

Na początkowym etapie rozwoju Miłości Bezwarunkowej ważnym jest zrozumienie, że obecność takiej Miłości w naszym życiu jest źródłem zdrowia, szczęścia w życiu rodzinnym i powodzenia w karierze. Opisywaliśmy to już wiele razy. Nawet niektóre badania naukowe potwierdzają, że metabolizm człowieka spowalnia się w przypadkach, gdy człowiek nie odczuwa miłości. Cieszący się sukcesami człowiek posiada w sobie zazwyczaj dużo miłości, cechuje się intuicyjnym postrzeganiem sytuacji i chce dużo z siebie dawać innym. A skoro chce dawać, to Wszechświat też dużo daje takiej osobie, która nagle może odkryć w sobie wiele przeróżnych talentów. Jednocześnie trzeba uważać, aby nie przywiązywać się zbytnio do tych talentów i powodzenia. Zdrowie i szczęście są niemożliwe, gdy w sercu brakuje miłości. Jest oczywiste,  że żaden człowiek nie może być szczęśliwy, jeśli nie potrafi kochać. 

(…)

Wyobraźcie sobie, że Wszechświat jest miłością. I mała dusza jest częścią tej miłości w podobny  sposób, jak wylatujące z ogniska iskry. Gdy taka iskra trafi z powrotem do ogniska, to znowu będzie się paliła, ale jeśli odleci zbyt daleko, to za chwilę przestanie istnieć i nikt o niej nie wspomni. Podam inny przykład. Miłość jest niczym magnes i przyciąga nas do siebie. Jednak trzeba jej chcieć, bo jedną z zasad miłości jest nadanie podmiotowi miłości całkowitej wolności. Istnieje jedyna całość, która rozdziela się na części pomniejsze, aby spróbować tej miłości; dochodzi do wymiany miłością między jej częściami. Dlatego właśnie tak ważnym jest zrozumienie i “załapanie” tego uczucia miłości; wtedy będziemy się poruszali przez życie niczym magnes. Dzieje się tak dlatego, że to źródło miłości samo chce, abyśmy wrócili do niego. Chce tego nawet bardziej, niż my. Właśnie dlatego pragnienie jest najważniejszą rzeczą w tej szkole Miłości. 

Gdy już odkryliśmy w sobie to pragnienie, możemy zauważyć jak w naszym życiu pojawiają się przeróżne próby. Ktoś wydaje się nas sprawdzać,  czy rzeczywiście tego chcemy, o czym mówimy. 

Liczy się mocne pragnienie Miłości Bezwarunkowej, które pochłania wszystkie inne nasze pragnienia. Wiele razy wspominałem już o tym, że rzadko spotykam ludzi, dla których ich głównym celem życia jest Miłość Boska, Bezwarunkowa. Chociaż latach zdarzyło mi się spotkać kilku takich ludzi, którzy po naszych warsztatach pilnie wypisują swoje cele życiowe: “Głównym celem mojego życia jest Miłość Boska realizowana przez bezwarunkowe służenie wszystkim żywym istotom, bycie kochającą obecnością w chwili teraźniejszej, całkowitą wewnętrzną akceptację wszystkiego i wszystkich poprzez dostrzeganie w nich Boga i Jego woli”. Zalecam pisanie tej afirmacji w ciągu trzech miesięcy, jak również radzę szczerze pomodlić się o to, aby Miłość Bezwarunkowa stała się naszym sednem i celem życiowym. 

Jak już powiedziałem wcześniej, spotkanie człowieka, dla którego powrót do Absolutu, do Boga jest rzeczą najważniejszą jest obecnie rzeczą praktycznie niemożliwą. Gdy mówię: “wrócić do Absolutu”, nie mam na myśli powrotu po śmierci, tylko mówię o powrocie do Niego w chwili tu i teraz. Jeśli żyjemy nieświadomie, nie ma w nas miłości i nie żyjemy chwilą “tu i teraz”, to jesteśmy odłączeni od Absolutu. Gdy myślimy, że powrót do Boga oznacza kontakt z Nim gdzieś w bliżej nieokreślonej przyszłości i po naszej śmierci, to oznacza, że nasze myślenie utkwiło na poziomie ego. Świadczy to o tym, że człowiek tylko się bawi w bycie osobą uduchowioną. Wielu ludzi, którzy chodzą do kościoła i intensywnie się modlą, po latach takich praktyk mogą poczuć mocne rozczarowanie i zniechęcenie, bo wszystko, co jest pochodną ego nas wyniszcza, nawet jeśli są to praktyki duchowe. Właśnie dlatego, gdy mówię: “wrócić do Boga”, mam na myśli wrócić do Absolutu w chwili tu i teraz. Chwila “tu i teraz” jest jedyną rzeczywistością, bo jutro będzie jutro. Często myślimy: “jutro pokocham mojego sąsiada – bydlaka, który mi nie daje spokoju, ale dzisiaj nie mam na to czasu”. Jednak trzeba kochać tu i teraz. 

Chciałbym podkreślić raz jeszcze, że w dążeniu do Absolutu liczy się mocne i gorące pragnienie. 

Tak czy inaczej operujemy na poziomie ego, a więc przeskoczenie na poziom rozwoju, gdzie kierujemy się potrzebami duszy jest bardzo trudne. Dlatego właśnie uświadomiłem sobie wagę wypisywania swojego celu życiowego: “Głównym celem mojego życia jest Miłość Bezwarunkowa, itd”.  Modlitwa również bardzo pomaga w takim przypadku; można prosić: “Panie Boże, naucz mnie Miłości Bezwarunkowej, naucz mnie, w jaki sposób mogę Cię pokochać”. Tekst i słowa modlitwy są drugorzędne, przede wszystkim liczy się gorące pragnienie tej Miłości. Trzeba modlić się o to, wypisywać swój cel życia i bardzo mocno tego pragnąć. Gdy nie ma w nas tego mocnego pragnienia miłości, to należy prosić o to, aby Bóg dał nam to pragnienie pragnienia Miłości. Proście o to pragnienie pragnienia Miłości Bezwarunkowej. Pragnienie jest tutaj rzeczą kluczową. Ogólnie rzecz biorąc, w tym świecie materialnym nasz dusza może tylko pragnąć czegoś albo czegoś nie chcieć – całą resztę dokonują określone guny/energie. Jednak to właśnie nasze pragnienia wyznaczają wszystko w naszym życiu. 

Miłości trzeba chcieć. Najlepiej pisać swoje cele życiowe przed snem albo z samego rana, gdy nasza podświadomość jest jeszcze “otwarta”/łatwo poddaje się wpływom. Powyższą formułkę można chociaż raz w tygodniu napisać lewą ręką, bo wtedy pisany tekst trafia prosto do naszej podświadomości. Po trzech miesiącach pisania można tę praktykę przedłużyć. W niektórych przypadkach zalecam kontynuowanie pisania tej afirmacji przez pół roku albo nawet przez rok. 

Idźmy dalej. Oto mamy bardzo mocne pragnienie Miłości. Zostało ono usłyszane przez Wszechświat, który zdaje się mówić do nas: “Dobrze, słyszymy Twoje pragnienie, ale co jesteś w stanie ofiarować, aby osiągnąć swój cel?”. To nie dzieje się na zasadzie: “Panie Boże, chcę Miłości Bezwarunkowej, ale jednocześnie chcę mieć duży dom, drugi dom, dobre auto i tak dalej”… Pytanie brzmi: co jesteś w stanie poświęcić dla osiągnięcia swojego celu?

Ogólnie rzecz biorąc całkowita prawda, Absolut, Chrystus, Rama, Kriszna itd, nie chcą tego, aby człowiek żył w nędzy, chorował, cierpiał i był nękany przez przeróżne problemy życiowe. Tym niemniej prawo tego świata głosi, że stracimy to wszystko, czego pragniemy bardziej niż Miłości Bezwarunkowej. 

Być może będziemy posiadali dom albo inne dobra materialne (jeśli pozwala nam na to nasz zapas dobrej karmy, albo bo po prostu już zamęczyliśmy Boga swoimi nieustannymi prośbami, bo kierujemy się naszym określonym namiętnym i gorącym pragnieniem posiadania czegokolwiek). Jednak gdy to pragnienie (pieniędzy, sławy, domu, itd), jest mocniejsze niż nasze pragnienie Miłości Bezwarunkowej, to oznacza, że będziemy musieli to wszystko stracić, a co więcej  – obniży się nasz stopień rozwoju. Takie jest prawo Wszechświata: tracimy to wszystko, co cenimy bardziej niż pragnienie Miłości Bezwarunkowej. 

Pragnienie czegokolwiek samo w sobie jest zjawiskiem normalnym. Chociaż należy przyznać, że w obecnych czasach nasze potrzeby i pragnienia są często rozdmuchiwane sztucznie przez prawa gospodarki rządzącej w określonym państwie. Im więcej pragniemy i kupujemy towarów, tym więcej nakręcamy gospodarkę. Możemy zauważyć, jak jesteśmy zalewani przez ogrom różnorodnych produktów: dziesięć różnych rodzajów lakierów do paznokci, takich i owakich, które trzymają się paznokcia przez ponad tydzień czasu, coś nowego do auta, czy do komputera, przez cały czas są wynajdowane nowe wynalazki i nasz umysł przez cały czas bierze udział w tym pędzie. “Mam taki ipad, a jaki jest twój?”… To wszystko wytraca naszą pranę, gubimy przez to naszą silę życiową. 

Jednak przeróżne pragnienia są normalne i potrzebne. Kiedyś probowałem żyć nie mając żadnych pragnień. Po pewnym czasie zauważyłem w okolicach trzeciego czakramu coś w rodzaju lejku…nie rozumiałem, co się dzieje, przecież się modliłem, prosiłem o Miłość Bezwarunkową, robiłem wszystko, co należy, jednak nie odczuwałem zadowolenia z życia. Wtedy zająłem się diagnostyką swojego stanu analizując swoje ciało astralne, bo chciałem zrozumieć, dlaczego tak się czuję. Zrozumiałem, że przyczyną tego stanu jest przytłumianie swoich pragnień. Stało się to dla mnie kolejnym odkryciem: “Przecież Budda sam mówił o tym, że wszystkie cierpienia są pochodne od  waszych pragnień”. Cała psychologia wschodnia też mówi o tym, że pragnienia człowieka są źródłem jego cierpień. Wiedziałem, że z filozoficznego punktu widzenia takie podejście jest właściwe, jednak zrozumiałem, że przytłumianie pragnień też do niczego nie prowadzi i jest drugą, negatywną stroną medalu. Jest niczym wahadełko, które cofnęło się w stronę przeciwległą. Pragnienia tak czy inaczej powstają w nas. (…) Załóżmy, że przejeżdżacie obok ładnego, dobrego domu. Może wzbudzić to w was pragnienie zamieszkania w podobnym domu. Zdaję sobie sprawę, że są wśród was ludzie bardzo rozwinięci, ale na pewno zdarzą się też takie przypadki, gdy ktoś komuś czegoś pozazdrości. Należy być świadomym takiego pragnienia, sprawdzić poziom jego “ekologiczności” i na ile to pragnienie jest racjonalne. Mając do czynienia z jakimikolwiek pragnieniami, należy uświadomić sobie ich istnienie i przyjrzeć się im bez przesadnego przywiązania. Należy się zastanowić, czy to pragnienie rzeczywiście należy do mnie, czy do kogoś innego. Czy jest pochodną fałszywego ego, czy też pochodzi wprost z naszej duszy? Oto pojawia się w nas pragnienie, mocne “chcenie” czegokolwiek –  i co z tym wtedy robimy? Tak czy inaczej, posiadamy określone ciało i pragnienia albo określone awersje są cechami charakterystycznymi naszego umysłu. Należy mieć się na baczności, bo pragnienie może pochodzić od ego, albo być pragnieniem naszej duszy. Gdy ktoś posiada mocny rozum, to może on świadomie zwiększać pragnienia, które przybliżają go do Miłości Bezwarunkowej i zmniejszać te, które go od tej Miłości oddalają. 

Oto zauważyłem pewne pragnienie w sobie i pozwalam na jego istnienie; przykładowo mocno chcę mieć dobre auto. Pragnienie posiadania dobrego auta jest w pewnym stopniu normalne. Wyobraziłem więc sobie, że już to auto posiadam, ale pewne siły we Wszechświecie zabrały je ode mnie. Wyobrażam sobie następnie, że będę musiał znowu przez cały czas chodzić na piechotę, albo korzystać z bardzo starego auta, bez klimatyzacji. Dokładnie wyobraziłem sobie tę sytuację i pomyślałem: “Dobrze, skoro taka jest Twoja wola, to jestem gotów na to, aby ze spokojem zaakceptować Twoją wolę”. I nagle zauważyłem, że w chwili akceptacji tego scenariusza, napełniłem się Miłością. Ciut później udało mi się kupić właśnie takie auto, jakie sobie wizualizowałem wcześniej, jednak zdawałem sobie sprawę, że w tej sytuacji bardzo ważnym jest zachowanie spokoju. Wiedziałem, że nie należy przywiązywać się nadmiernie do wymarzonego auta. Kiedyś miałem sześcioletni samochód i w pewnym momencie poczułem, że jestem do niego przesadnie przywiązany. Znowu przeprowadzam to ćwiczenie, bo przecież ten samochód należy do Boga, mogę korzystać z niego tylko przez chwilę. Gdy przyjeżdżają moi znajomi, to chętnie daję im kluczyki, mówiąc: “Jeśli chcecie wybrać się w podróż nad wodospad, to korzystajcie z mojego auta. I tak należy ono do Boga, który wypożyczył mi je na czas nieokreślony”. Takie podejście do sprawy bardzo pomaga. Pomaga też bycie świadomym swoich pragnień. Bądźcie świadomi swoich pragnień i powtarzajcie w duchu: “Jak Bóg da, to Jego wola przesądza o wszystkim”. Tłumienie pragnień jest bardzo niebezpieczne. Udzieliłem wielu konsultacji tysiącom ludzi i doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Wyznawcy wielu nurtów duchowych: buddyści, chrześcijanie, krisznaici, wyznawcy bhakti (bezwarunkowej miłości), mówią mniej więcej o tym samym: “Kochaj Boga całym swoim sercem, całym swoim jestestwem, a bliźniego swego, jak siebie samego”. Gdy próbujemy tłumić nasze pragnienia, po jakimś czasie stłumione pragnienie nagle zaczyna przybierać na sile. Nagle budzą się w nas dziwne nieposkromione pragnienia i natarczywie marzymy o zakupie domu albo o czymś innym. Ktoś może powiedzieć: “Jak to jest możliwe, przecież tak dużo się modliłeś i oto rzuciłeś się w wir zarabiania pieniędzy, co się z tobą stało?!”. Taki człowiek nagle staje się dorobkiewiczem, zapomina o swoich przyjaciołach, itd. (…)

(…)  Ktoś może zaoponować mówiąc,  że “wielu świętych nie miało drogich aut, mieszkało w lesie, a ich serca wypełniała tylko Miłość”. Zgadzam się, faktycznie tak czasami jest, jednak jest to odrębny temat. Być może mieszkanie w lesie jest przeznaczeniem życiowym określonego człowieka, jednak mieszkanie w lesie samo w sobie nie napełnia nas energią. Osobiście uważam, że do znacznie większego bohaterstwa duchowego dochodzi wtedy, gdy jakaś wzniesiona duchowo osoba odwiedza takie miejsca jak Moskwa lub inne miasta, jeśli zachodzi taka potrzeba. I właśnie wtedy  – w  centralnych punktach cywilizacyjnych  – widać brak przywiązania do dóbr materialnych takiego człowieka. Jest to całkiem inna próba od losu, niż gdyby taki człowiek przez cały czas miał mieszkać gdzieś na pustelni w środku lasu. 

 

(…) Każdy z nas musi być świadom swojego poziomu rozwoju. Być może bawicie się w pozorowanie osoby świętej i mieszkacie gdzieś w chatce w środku lasu. Jednak może się okazać, że to wcale nie jest waszym przeznaczeniem; być może wasze zadanie polega na byciu szczęśliwym jednocześnie posiadając dobry samochód i nie czuć przesadnego przywiązania do auta. Potraficie zachować spokój, gdy ktoś zarysował wasze auto na stacji paliw, albo przytrafiła wam się jakaś inna przykrość? Moim zdaniem zachowanie spokoju w takich sytuacjach jest znacznie trudniejsze. Należy również pozwalać sobie na pewne rzeczy. Osobiście przez dłuższy czas nie zwracałem uwagi na to, w co się ubieram i starałem się wybierać jak najtańsze samochody. Po jakimś czasie zrozumiałem, że odczuwam pewne wewnętrzne niezadowolenie, czułem, że moja energia życiowa jest blokowana w pewien sposób, bo zaistniało we mnie pewne trudno zauważalne niezadowolenie. Zastanowiłem się więc, dlaczego tak się działo? Zdałem sobie sprawę, że moje zachowanie też było podszyte ego, bo przynosiło mi wiele ukrytego zadowolenia z samego siebie: “tak skromnie się ubieram i jestem taki nienaganny, dobrze wypadnę w oczach ludzi…”, itd. Zrozumiałem, że muszę tę lekcję przejść w odpowiedni sposób. Nie jest problemem posiadanie dobrego auta, czy domu, jednak cała sztuka polega na tym, aby posiadając dobre rzeczy materialne nie przywiązywać się do nich zbytnio. Człowiek może jeździć dobrym autem i może nieświadomie odczuwać poczucie winy z tego powodu. Właśnie przez to będzie nieświadomie przyciągał jakieś wypadki, nagle podniosą mu ubezpieczenie, albo jego auto zacznie się psuć, itd. Gdy nasz samochód zaczyna przynosić nam pewne niepokoje mentalne, zazwyczaj oznacza to, że mamy niewłaściwy stosunek do niego, być może zbyt mocno jesteśmy do niego przywiązani. Trzeba pamiętać o tym, aby właściwie odgrywać swoją rolę w sztuce zwanej “życie”. Święci i svamiji również odgrywają swoją ważną rolę. Można myśleć o nich, brać z nich przykład, ale jednocześnie należy nie zapominać, że mamy swoje zadanie do spełnienia i swoją własną rolę do odegrania w życiu. 

(…)


W jaki sposób można ocenić swój poziom rozwoju? Może w tym pomóc moja książka pod tytułem: “Trzy energie”. Napisałem ją chcąc przybliżyć czytelnikom (i sobie) mądrość nauczycieli. Dzięki niej można ocenić w jakiej rzeczywistości żyjecie, jakie energie i guny dominują w waszym życiu. Przyjrzyjcie się, ile w waszym życiu jest błogości (satvy), ile namiętności (rajas) albo energii nieuctwa (tamas). Nieuctwo należy całkowicie wykluczyć ze swojego życia, namiętność jest dopuszczalna, gdy zajmujecie się określoną działalnością i jesteście młodzi; jednak proszę pamiętać o tym, że w waszym życiu powinna przede wszystkim dominować energia satvy, błogości.

Kolejną rzeczą jest obserwacja swoich reakcji na pochwałę lub krytykę. Na przykład, gdy ktoś was pochwalił, możecie zauważyć, że od razu cieszycie się z tego powodu. Gdy ktoś was krytykuje, od razu myślicie: “och, jaki to niedobry człowiek”. Zastanówcie się, ilu ludziom nie jesteście w stanie wybaczyć, czy chowacie do kogokolwiek urazę. Są to podstawowe kryteria, za pomocą których można określić swój poziom rozwoju. 

(…) 

Istnieją trzy bardzo ważne cechy charakteru, które pomagają w rozwoju Miłości Bezwarunkowej w nas.  (…) Na różnych etapach rozwoju można zmieniać ich kolejność i znaczenie. Osobiście uważam, że pokora odgrywa tutaj duże znaczenie. Nie chodzi mi o taką sztuczną pokorę, ani o zewnętrzną grę. Mam na myśli wewnętrzną akceptację wszystkiego, co się dzieje jako przejawu woli Boga. Saturn w swoim satwicznym, najlepszym położeniu daje właśnie taką możliwość akceptacji wszystkiego, co się dzieje w naszym życiu jako woli Boga. Taki człowiek dziękuje za wszystko w jego życiu i we wszystkim widzi wolę Boga. Przy takim podejściu od razu znikają obrazy i gniew na określonego człowieka; rozumiemy, że każdy człowiek jest naszym nauczycielem. Taka wewnętrzna i zewnętrzna pokora jest jedną z najważniejszych cech charakteru. 

Drugą ważną cechą charakteru jest świadomość samego siebie i tego, co robimy w każdej chwili. Ważne jest świadome życie “tu i teraz”;  tylko w tym stanie możemy poczuć miłość bezwarunkową. Przez wiele lat nie mogłem zrozumieć, co to tak naprawdę oznacza, gdy mówimy, że należy “żyć w chwili tu i teraz” i że tylko mając taki stan umysłu jesteśmy w stanie pokochać Boga. Usłyszałem to zdanie około 15 lat temu na początku lat dziewięćdziesiątych od pewnego guru, który powiedział mi, że możemy poczuć miłość tylko wtedy, gdy znajdujemy się w chwili tu i teraz. Póżniej gdzieś czytałem o tym, jednak wtedy ten termin bezwarunkowej miłości do Boga był dla mnie terminem całkiem abstrakcyjnym, jak również stan umysłu “tu i teraz”. Jednak później, z czasem, doszło do innych spotkań z innymi nauczycielami w moim życiu. Miały miejsce pewne doświadczenia w moim życiu, które pomogły mi zrozumieć, że tylko będąc w stanie “tu i teraz” i tylko mając spokojny umysł możemy połączyć się ze Źródłem i z tym, co jest Niepodzielne. (…)

Trzecim bardzo ważnym aspektem osiągnięcia stanu boskiej miłości jest bezwarunkowość. Wielu mówi o miłości w sposób sentymentalny, czytają określone książki, jednak co tak naprawdę zrobiliście dla tej miłości? Życie w nastroju bezwarunkowości jest tutaj kluczowe. Chodzi o nastawienie do świata, gdy człowiek się cieszy z tego, że może w jakikolwiek sposób służyć innym, być może nawet pomagając fizycznie. Jednak tu też trzeba podejść świadomie do sprawy. Ludziom zawistnym i skąpym nie można pomagać za pomocą pieniędzy. Gdy energia pewnego człowieka jest nacechowana ze znakiem “minus”, to nie można mu pomagać finansowo, bo przez to odczujecie ubytek energii na waszym koncie karmicznym. Nie można pomagać ludziom egoistycznym i zawistnym fizycznie, chyba że umierają z głodu. Należy uważnie i ostrożnie zarządzać zarówno pieniędzmi, jak i swoją uwagą dla potrzeb takich ludzi. Być może warto okazać im swoją troskę inaczej: podejść do nich, czasami nawet coś im ostro powiedzieć, dać im jakieś książki i materiały do poczytania,  wskazać im pewne informacje, które pomogą im zbliżyć się do miłości bezwarunkowej. 

(…) Przed chwilą padło pytanie, jak można zrozumieć, czy mamy w sobie wystarczająco dużo pokory? Gdy odczuwamy takie cechy charakteru jak rozdrażnienie i przygnębienie i nasza mina jest przez cały czas skwaszona, oznacza to, że nie akceptujemy rzeczywistości taką, jaka jest.  Prawdziwa pokora oznacza przyjmowanie wszystkiego, co się dzieje w naszym życiu z radością: “Cokolwiek się dzieje, jest to przejaw woli Boga”. Gdy zauważamy, że brakuje w nas takiej radości, oznacza to, że nie dociera do nas “prąd”. Wtedy stajemy się niczym bateria, do której nie dociera prąd, od razu truchlejemy i więdniemy. 

(…) Następnym czynnikiem jest bezwarunkowość i przebywanie w chwili “tu i teraz” oraz nasze świadome działania. Podsumowując – chodzi mi o nastrój poświęcenia w chwili tu i teraz.  Gdy mamy taki stan umysłu, jest to podobne do podstawienia dzbanu pod wodospad: dzban od razu wypełnia się wodą aż po brzegi. Dlatego właśnie należy oczyścić swoje serce z wad. Zgodnie z psychologią wedyjską, istnieją trzy podstawowe wady, chociaż każdy z nas wie, że tych wad i przywar jest w nas ogromna ilość.  (…) 

W Bhagavat Gicie wyszczególniono następujące wady: żądza, gniew i skąpstwo. Jednak czytając też inne źródła: pisma sufijskie, chrześcijańskie, buddyjskie, itd, można wyróżnić czwartą wadę zwaną pychą.  

(…) Kiedyś lata temu spotkałem pewną uczestniczkę naszego kursu, która zdawała się być uosobieniem miłości bezwarunkowej, bo była tak miła i dobroduszna. Jednak, gdy przyjrzałem się jej na planie astralnym zauważyłem ogromną pychę. Nie od razu zrozumiałem, o co chodzi, zapytałem się jej, czy ma jakieś problemy w swoim życiu, które chce rozwiązać. Było to na początku lat 2000. Powiedziała mi, że gdziekolwiek się przeprowadzi zawsze ma problemy z sąsiadami. Zauważyłem, że wnętrze tej kobiety w opisywanym czasie wyglądało jak “rrr…” (Rami naśladuje ryczenie – przyp.tłum.), i pulsowało kolorem czarno – czerwonym. Zdałem sobie sprawę, że muszę być ostrożny w obcowaniu z nią, bo można taki negatywizm z łatwością podłapać. Zapytałem się jej: “Co Pani myśli na temat swoich sąsiadów?”. “No cóż… milczę, na nikogo się nie skarżę…” – padła odpowiedź. Jednak w środku odczuwała ogromną agresję do nich, ogromne napięcie i złość. Jej duma/pycha ukryła się w jej wnętrzu i była nacechowana negatywnie. Na zewnątrz wydawała się być słodziutką istotą, ale jej wnętrze wcale takie nie było. Duma może przybierać różne formy. Mam nadzieję, że rozumiecie, o co mi chodzi (…). 

Najlepszym sposobem na pokonanie dumy – i w dodatku bardzo praktycznym – jest składanie  pokłonów. Spotkałem wielu ludzi, którzy są liderami przeróżnych ruchów religijnych i potrafią opowiedzieć o dumie i pysze wiele ciekawych rzeczy wyczytanych w mądrych książkach. Tacy ludzie nawet na lodówkach mają poprzyklejane określone modlitwy, ale gdy spotyka ich określona sytuacja życiowa, to – pstryk! – i nie udaje im się przejść tej lekcji od losu albo nie są w stanie czegokolwiek komukolwiek wybaczyć. 

(…) Gdy odczuwamy właściwą pokorę wewnętrzną, oznacza to, że nic nie jest w stanie wyprowadzić nas z równowagi. Akceptujemy wszystko takim, jakim ono jest i jesteśmy w stanie z wdzięcznością każdemu fizycznie się pokłonić. Jest to najlepszy sposób na pychę, nie znam innego tak dobrego sposobu. Dzięki pokłonom cała nasza duma ulatnia się z nas na poziomie podświadomym. Kłaniając się komukolwiek jesteśmy siłą rzeczy świadomi tego, co robimy. Umieszczamy nasz umysł i ego poniżej naszego serca. Składajcie fizyczne pokłony innym ludziom – im więcej tym lepiej. Jednak tutaj też należy to robić z głową. Są ludzie, których duma jest nacechowana ze znakiem minus. Jeśli takim ludziom powiedzieć: “kłaniaj się”, to taki człowiek będzie kłaniał się z zapałem i dla psa, i dla sąsiada, i dla jakiegoś innego barana…Taki człowiek mówi: “Tak, tak, chcę się kłaniać, bo przecież jestem taki grzeszny!” i będzie w amoku kłaniał się wszystkim po kolei. Jednak nawet w takich przypadkach –  gdy ego jakiegoś człowieka jest ze znakiem minus – to nawet wtedy składanie pokłonów pomaga. Podczas składania pokłonów proszę pamiętać, że nie kłaniamy się określonej osobie, tylko części Boga. Tak naprawdę kłaniamy się Absolutowi pod postacią określonego człowieka. Nie chodzi o pokłony dla barana Jasia, który przyszedł, zabrał nam nasze pieniądze i wyzywa nas w dodatku. Jasiu w tym wypadku jest naszym nauczycielem. Pokłony pomagają nawet wtedy, gdy kłaniamy się w niespokojnym stanie umysłu. Jeśli ego jest nacechowane ze znakiem minus, można nawet postawić swoje zdjęcie i kłaniać się samemu sobie, dostrzegając w sobie również część Boga. Zauważyłem, że kłanianie się samym sobie może sprawiać na początku trudności ludziom, którzy mają w sobie dużo dumy nacechowanej negatywnie (czyli mowa o przypadkach, gdy ich duma jest schowana do środka, i jest uciskana). Myślą oni: “Jak można kłaniać się samemu sobie!”. Ukłońcie się samemu sobie dla próby kilka razy i przyjrzyjcie się swoim reakcjom. Powinniśmy dojść do takiego stanu świadomości, gdy jesteśmy w stanie w jednakowym stopniu ukłonić się zarówno samemu sobie, jak i innym ludziom w naszym otoczeniu. Oto przykładowo, myślimy o naszej mamie: jest to nasz najlepszy przyjaciel, dała nam życie, wychowała nas. Kłaniamy się jej nisko i daje to nam poczucie wewnętrznego spokoju. A tu nagle widzimy, jak ulicą idzie jakiś Jasiu, który chce naszej krzywdy, albo chce skrzywdzić nasze dzieci. Jednak i Jasiowi,  naszej matce kłaniamy się w jednakowym stopniu,  bo Jasiu również jest częścią Boga. Sobie też kłaniamy się w podobny sposób. Musimy wykształcić w sobie taki stan świadomości, gdy postrzegamy każdego człowieka jako część Boga. W Bhagavat Gita jest napisane, że mędrzec (człowiek mądry) widzi paramatmę, we wszystkich żywych istotach: w lwie, który chce go zjeść, w człowieku – mordercy, w świętym…Gdy składamy komuś pokłony (włączając w to siebie), i przy tym mamy jednakowe odczucia wewnętrzne i nie odczuwamy żadnego napięcia, to właśnie taki stan rzeczy pokazuje, że w nas prawie nie ma dumy. Zauważyłem, że gdy kobieta w ten sposób wyzbywa się dumy, to w 90-80% przypadków jej życie osobiste nabiera nowych blasków. Zwłaszcza dla kobiet wyzbycie się dumy/pychy jest bardzo ważne. Zgodnie z postulatami psychologii wschodniej dumnej kobiecie znacznie trudniej jest poczuć czym jest mIłość bezwarunkowa, budować dobre relacje osobiste z innymi ludźmi i mieć harmonijne dzieci. Składanie pokłonów jest ważne zwłaszcza w przypadku kobiety. Wielu chrześcijańskich i innych wschodnich mędrców propagowało pokłony. 

(…) A więc: duma, gniew i skąpstwo, to są trzy cechy charakteru, nad którymi należy pracować. Gniew przejawia się poprzez wszelkie formy agresji,  rozdrażnienia i przygadywanie: “za co mi, Boże, coś takiego?!”. Mówiąc to, człowiek ma na myśli: “dlaczego mnie, Boże karzesz, przecież jestem taki dobry. Już od dziesięciu lat się modlę, ofiaruję 10% – 20 albo 30% na cele charytatywne”. 

(…) Mówiąc o pokłonach, nie mam na myśli składania pokłonów  każdemu na ulicy, bo możecie skończyć w psychiatryku. Można kłaniać się każdemu, kogo widzicie na zewnątrz stojąc w swoim domu przy oknie, albo też mając w umyśle obraz pewnej osoby. Jednak jest ważne, aby fizycznie wykonywać pokłony. Dla przykładu, jeśli idziecie ulicą i ktoś wam działa na nerwy, nie oznacza to, że trzeba mu od razu na ulicy się kłaniać, wystarczy mu się ukłonić w swoim umyśle. Uważajcie na to, aby swoimi pokłonami nie wywoływać u nikogo napięcia: ani u siebie, ani u innych. 

(…) Dobrze jest, aby kobieta chociaż raz w życiu pokłoniła się swojemu mężowi, zrobiła mu masaż stóp. Charakter męża jest rzeczą drugorzędną, bo to nie jest przypadkowe, że jesteście razem. 

(…) Skąpstwo może przybierać wiele form: chęć nabywania czegoś, zachłanność. Najlepiej jest inwestować pieniądze, a nie ciułać pieniądze na jakiś cel przez wiele lat. Czym się różni człowiek biedny od człowieka bogatego? Biedny przez cały czas odkłada, myśli sobie: “ach, mam w banku pieniądze na koncie” – i odczuwa ektazę, albo myśli: “mam tam w skarbonce pieniądze zakopane pod płotem” i też się cieszy. Człowiek bogaty z kolei inwestuje w coś pieniądze, gra nimi. Człowiek majętny często nie ma aż tak dużo pieniędzy na koncie. Często udzielałem konsultacji ludziom bogatym, niektórzy z nich trzymają milion “na czarny dzień” na swoim koncie, ale z całą resztą się bawią i puszczają ją w obieg. 

 

Rami Bleckt, styczeń 2014 roku.

Jeśli znalazłeś błąd w pisowni, powiadom nas, zaznaczając ten tekst i naciskając Ctrl+Enter.